Na skróty. Styczeń 2021

Zupełnie zaniedbałam te skrótowe posty przez ostatnie miesiące. Nie zaniedbałam za to czytania, a po głowie chodzi mi teraz w sumie dużo pomysłów na teksty...

Nomadland. W drodze za pracą, Jessica Bruder

nomadland

Myślę, że to bardzo ważny reportaż, przygnębiający i otwierający oczy. Nomadland jest o ludziach, którzy swego czasu żyli w „bezpiecznej” bańce klasy średniej, a na starość stracili oszczędności i możliwości zarobku, więc tułają się po Stanach, mieszkając w kamperach i łapiąc prace tymczasowe. To nie jest wcale mała grupa, a ta „bezadresowość” to raczej rosnący społeczny trend, pokazujący ogrom problemów mieszkaniowych i ekonomicznych w USA. Jessica Bruder tworzy reportaż skupiony bardziej na człowieku i na indywidualnych historiach niż na liczbach, dlatego też pewnie Nomadland tak rezonuje z czytelnikiem.

The Duchess War, Courtney Milan

theduchesswar

No bo tak no, przeczytałam w tym miesiącu sporo romansów historycznych. Trochę o nich już zresztą pisałam, ale potem przeczytałam jeszcze trochę więcej... :P Sarah MacLean, Tessa Dare czy The Heiress Gets a Duke Harper St. George nie odbiegały od schematu, ale spełniały swoje zadania i dostarczały szybkiej rozrywki. The Duchess War jest jednak trochę inne. Z jednej strony znowu doskonale się wpisuje w konwencję i pod kątem fabuły nie ma tu w sumie nic bardzo zaskakującego (okej, jest może parę oryginalnych szczegółów, ale nic, co zrobiłoby rewolucję w gatunku). Z drugiej – Courtney Milan zdaje się zdecydowanie bardziej zainteresowana nakreśleniem jakiegoś historycznego tła, a gdzieś na marginesie poruszane są ważne społeczne kwestie. Poza tym w tonie jest to książka znacznie w tonie poważniejsza. No i przyznam, że mam z The Duchess War zagwozdkę, bo doceniam zdecydowanie lepiej niż zazwyczaj odmalowane htło, doceniam taką „porządność” tej powieści, a równocześnie nie sprawiła mi ona aż takiej przyjemności. Czegoś tam brakło, jakiejś iskry. Czekam na świętego graala romansu historycznego - książkę niezłą literacką, napisaną z dbałością o zgodność historyczną, a przy tym sprawiającą dziką radość. Gdzieś tam musi być, gdzieś tam musi być.

A Deal With the Elf King, Elise Kova

adealwiththeelfking

Czy po opisie i okładce ta książka nie wygląda niepokojąco na fanfik Dworów Maas? I teoretycznie to jest powieść, która powinna się podobać fanom Dworów, bo niektóre elementy są podobne (zaczynając od dziewczyny siłą wciągniętej do magicznej rzeczywistości). Początek mnie wciągnął, zapowiedź fabuły jest obiecująca, a i autorce udaje się nawet stworzyć całkiem intrygującą bazę mitologii świata... Tylko potem to wszystko okazuje się na nic, baza pozostaje bazą, a bohaterka zamiast ten świat poznawać i robić ciekawe rzeczy, zajmuje się głupotami (nie wiem, na przykład kupuje meble). Jasne, gdzieś tam w tle udaje się „uratować świat”, przywrócić równowagę, ale to wszystko tak jakby mimochodem, bez fajerwerków. Bohaterowie są zupełnie nieciekawi, mamy chyba myśleć, że Luella jest bardzo niezależna i odpowiedzialna, a bez przerwy robi coś głupiego i wykazuje jakoś mało inteligencji. Wszystko to bardzo płaskie, źle napisane i puste.

White as Snow, Tanith Lee

whiteassnow

White as Snow Tanith Lee łączy Królewnę Śnieżkę z mitem o Demeter, Persefonie i Hadesie. Dziwna mieszanka, bo to przecież nie są wcale podobne historie? A wyszło śpiewająco, Tanith Lee z wprawą wyciągnęła odpowiednie składniki z każdej z tych opowieści i splotła je w coś nowego. Według mnie to świetny retelling – ze względu na literacką sprawność Lee, na jej zmyślne wykorzystywanie baśniowych motywów i na to, że ta teoretycznie chłodna proza naprawdę potrafi poruszyć. To powieść mroczna, przejmująca i okrutna, jak to baśnie potrafią być okrutne. Naprawdę ciekawie wyszły Lee sylwetki bohaterek, szczególnie Arpazii – matki, „macochy”, złej królowej, a także trudna relacja między nią a jej córką.

Content warning: dużo przemocy seksualnej.

Apple and Knife, Intan Paramaditha

appleandknife

Bardzo interesujący zbiór opowiadań indonezyjskiej pisarki. Intan Paramaditha odwołuje się w nich do indonezyjskiego folkloru, do lokalnych miejskich legend, ale czasem i do zachodnich baśni. Tworzy się z tego naprawdę wybuchowa mieszanka. Historie są niezwykłe, oryginalne i trochę niepokojące, bo nie brak tu też inspiracji horrorem. Jak to z opowiadaniami – jedne podobają się mniej, drugie bardziej, ja szczególnie zadowolona byłam jakoś w połowie zbioru... Ale tak czy owak, to bardzo oryginalna i prowokująca do myślenia proza.

Indonezja w ramach Czytam Azję.

A na blogu w styczniu:

Romanse (prawie) historyczne. Najlepsze książkowe komedie romantyczne w kostiumie

Nie jestem ptakiem, żadna sieć mnie nie więzi. Jane Eyre i jej adaptacje