Jak zmartwychwstają w książkach. O kilku spektakularnych wskrzeszeniach

3 minuty czytania

Taki pomysł na post przyszedł mi do głowy przy okazji Wielkanocy.

Zdawałoby się, że są pewne granice. Nawet w fantasy dość często wskrzeszenia znajdują się poza możliwościami magów/czarodziei/czarownic. W większości sytuacji śmierć jest granicą, której nie da się przekroczyć, na niej kończy się magia. Ale niektórzy autorzy fantastyki nie mają takich oporów. Oto przepis na dramę stulecia. Nic tak nie podniesie adrenaliny u czytelnika jak zabicie głównego bohatera tuż przed finałem. Potem można go sobie radośnie wskrzesić. W młodzieżowym fantasy jest mnóstwo zmartwychwstań. Zapomnijcie o trójkątach miłosnych. Wskrzeszenia, och, to jest to.

Zawsze wydaje mi się, że to już skrajne zagranie, bardzo kiczowaty motyw. To taki sprytny zabieg, który pozwoli podnieść poziom dramatyczności do maksimum, który ma duże szanse, by wywołać w czytelnikach wiele emocji. Ale trudno jest zrobić to dobrze. Bardzo łatwo popaść w nadmierny patos lub śmieszność, bardzo często wcale nie udaje się nabrać czytelnika na śmierć bohatera (przecież jest na okładce drugiej części!). Ech.

Jeśli chodzi o literackie zmartwychwstania, to jest oczywista oczywistość, czyli Lewis i Opowieści z Narnii, w których z martwych powstaje Aslan. Tyle że Aslan symbolizuje Chrystusa. Jest też oczywiście pewien serial… Ale właśnie, to wskrzeszenia, które pewnie zna większość z Was. Mam za to mnóstwo barwnych przykładów z YA. Czytam sobie to młodzieżowe fantasy i przy którymś z kolei zmartwychwstaniu zdałam sobie sprawę, że “kolekcjonuję” w głowie te wszystkie wskrzeszenia. **Troszkę się z nich podśmiewam, trochę przy nich prycham (ze znudzeniem lub irytacją), ale czasem potrafią zrobić swoje - zafundować czytelnikowi prawdziwą huśtawkę emocji. **

Oczywiście można też po prostu tylko dać do zrozumienia, że jakaś postać zginęła, a później ujawnić, że (niespodzianka!) jednak żyje. Ale bohaterowie we wszystkich przytaczanych przeze mnie przykładach naprawdę umierają, a później wstają z martwych.

Poza jednym przypadkiem nie mogę podać tytułów książek. To byłyby monstrualne spoilery, zmartwychwstania zwykle zdarzają się na końcu książki/serii w finałowej scenie, punkcie kulminacyjnym. Podaję je więc jako przykłady kreatywności autorów YA :D No i jeśli czytaliście daną książkę, być może zgadniecie, że to o nią chodzi. Możecie zapytać w komentarzu, ale wyraźnie oznaczcie spoilery!

Źródło

Mamy takie opcje:

**1. **

Raz wyjątkowo podaję tytuł - Córka dymu i kości Laini Taylor. W tej serii zmartwychwstania są czymś zupełnie normalnym i zdarzają się nie raz i nie dwa. Chimery potrafią wskrzeszać, potrzebują do tego “duszy” zmarłego (zebranej wkrótce po śmierci) i zdolnego wskrzesiciela (wciąż nie jest to takie proste, ale nie będę wchodzić w szczegóły). Córka dymu i kości to dobra seria, którą bardzo miło wspominam. Nie mogę jej pominąć, choć tutaj zmartwychwstania mają inny wydźwięk. W tym przypadku to element budowy fantastycznego świata, nie pojedyncze fabularne zagranie, które ma doprowadzić czytelników do skrajnych uczuć.

**2. **

Bohatera zabija jego własna dziewczyna, bo “musi ratować świat”. On sam ją prosi, by wbiła mu nóż w serce. Wbija, bo na szali są losy całego kraju, może całego świata. Zdaje się, że nie ma innego sposobu, by pokonać zło. Na szczęście okazuje się, że chłopak jest jak kot i ma kilka żyć (chyba tylko dwa, no ale…).
Moja reakcja: “Hohohoho, zabiła go, naprawdę go zabiła! Eeee nieee, jednak żyje”.

**3. **

Bohaterka umiera podczas ostatecznego starcia z czarnym charakterem. W nagrodę za jej poświęcenie i odwagę (powiedzmy) zgromadzeni władcy jednoczą swoje siły i darują jej nowe życie. Odradza się w nowym, nieśmiertelnym ciele.
Moja reakcja: “Coooo? Naprawdę umarła? Nie no, niemożliwe, zaraz odżyje, przecież to główna bohaterka. No tak”.

**4. **

Było wiele przeciwności losu, ale zdaje się, że wszystko właśnie zmierza ku szczęśliwemu zakończeniu. A tu bohatera zabija jego niestabilny emocjonalnie teść. Teść po chwili (widząc rozpacz córki) uświadamia sobie, że zrobił coś strasznego. Wykorzystuje swoje magiczne moce i przywraca zięciowi życie, w zamian oddając swoje.
**Moja reakcja: **“Nie, nie, nie, nie może się tak skończyć. Ja wychodzę. *Przewracam nerwowo kilka stron* A, no tak, jednak żyje. Ufff. Mogę czytać dalej”.
Dobrze, drama na 1000%, ale autorka dopięła swego, tutaj już umierałam na atak serca.

**5. **

Wszystko wskazuje na to, że bohater i tak umrze, więc ostatecznie poświęca się dla przyjaciół. Na szczęście przyjaciele nie są zupełnie bezsilni i jeden z nich prosi magiczną, pradawną moc, by oddała swoje życie za życie zmarłego.
Moja reakcja: “Okej, co dalej? Pewnie zmartwychwstanie?“.
Właściwie to niezbyt dobrze pamiętam. Mam magiczną moc wymazywania tej serii z pamięci z prędkością światła.

6. 

Bohaterka umiera, bohater ją grzebie. Po jakimś czasie, chyba po kilku dniach, bohaterka po prostu jest z powrotem. Wygląda tak samo, zachowuje się normalnie. To ona. Wychodzi na to, że przywróciły ją do życia jakieś tajemnicze siły działające w bardzo dziwnym miejscu, w którym się znajdują. Jest tutaj bardzo creepy scena, w której bohaterowie razem odkopują grób, bo chcą sprawdzić, czy ciało dziewczyny wciąż tam jest. Jest.
Moja reakcja: “Umarła? Wow. Zmartwychwstała? Wreszcie dzieje się coś ciekawego”.

-------------------
Inne ciekawe zmartwychwstania? :D
Proszę, w komentarzach wyraźnie oznaczcie wszystkie spoilery (także, jeśli będziecie tylko podawać tytuł którejś z opisanych przeze mnie książek)!

ultramaryna