Okrutna pieśń, Victoria Schwab

1 minuta czytania

Schwab ma niezły pomysł - opisuje umierające, podzielone, zniszczone brakiem moralności miasto. I w tym nie ma jeszcze nic ciekawego, ale Schwab do tego bardzo wprost pokazuje, że przemoc rodzi przemoc. I tak z gwałtownych, złych czynów rodzą się potwory - prawdziwe potwory. Morderstwo, poważne pobicie powołają do życia monstrum, które później będzie zabijać mieszkańców. Ludzie muszą więc żyć w brutalnym, niebezpiecznym świecie i walczyć z potworami, które sami stworzyli. A jak walczyć bez przemocy? Błędne koło.

Okrutna pieśń opiera się na bardzo klasycznej w młodzieżówkach opozycji - mamy dwoje bohaterów i dwie perspektywy. Dziewczynę i chłopaka, którzy pochodzą z różnych, niechętnych sobie części miasta. Więcej - obydwoje należą do rodzin rządzących, tych najbardziej wpływowych w każdym mieście. I nie, aż dziwne, ale tym razem nie będzie żadnego romansu, żadnych dystopijnych Romea i Julii (co nie znaczy, że wątek miłosny nie może się jeszcze pojawić w drugim tomie). Samo zestawienie dwóch bohaterów z różnych światów wydaje mi się jednak bardzo typowe, a zderzenie Kate i Augusta nie wypadło według mnie szczególnie fascynująco. Schwab, tworząc opozycję dwóch części miasta, nie wpada jednak na szczęście w czarno-biały schemat. Początkowo może się wydawać, że strona Augusta jest zdecydowanie tą bielszą, a jednak… to przecież August z dwójki głównych bohaterów jest potworem.

Widzicie, poprzednia seria Schwab wydawana w Polsce, Odcienie magii, formalnie jest zaliczana do “dorosłego” fantasy, ale zawsze wydawała mi się przy tym mocno młodzieżowa. No ale teraz przeczytałam naprawdę młodzieżową serię Schwab i… widzę różnicę.

Bo Okrutna pieśń to szybka i przyjemna lektura, ale przy tym… trochę powierzchowna, trochę zbyt szablonowa. Jedynym poważnym zaskoczeniem i odstępstwem od młodzieżowego schematu może być to, że relacja pary głównych bohaterów nie rozwija się w nic romantycznego. Ale właściwie - brak romansu to drobiazg, a ja poza tym nie znalazłam w Okrutnej pieśni nic szczególnie ciekawego. Równocześnie to nie jest przecież zła przygodówka. Od bohaterów, przez świat, po fabułę - wszystko tu jest zrobione nieźle, to sprawna rzemieślnicza robota. Tylko że powieść Schwab niczym szczególnym się też nie wyróżnia. I wiecie, można łatwo o tym zapomnieć, jeśli młodzieżówka naprawdę wciągnie (bo po cóż innego się czyta to YA?), ale ze mną Okrutnej pieśni się nie udało.

Wzruszam ramionami - ot, takie 6/10.

ultramaryna