Siedmiu mężów Evelyn Hugo, Taylor Jenkins Reid

Siedmiu mężów Evelyn Hugo

Zdecydowanie nie mam nic przeciwko książkowym fast foodom (pewnie wystarczy kilka minut na tym blogu, żeby to zauważyć). Ale wiecie, po pierwsze nie wszystkie fast foody lubi się jednakowo. Po drugie… chyba nie lubię, gdy książka pozuje na coś “więcej”, a wychodzi…

Wydmuszka?

Może trochę przesadzam. Nie powiem, że Siedmiu mężów Evelyn Hugo jest złe, bo nie jest. To dość porządna, niegłupia rozrywka. Taylor Jenkins Reid bardzo fajnie tworzy klimat starego Hollywood i opisuje kręte ścieżki aktorskiej kariery. Evelyn nie ma łatwego startu, ale dzięki swojej determinacji (i urodzie) udaje jej się zajść bardzo wysoko. Równocześnie, jak możecie się zapewne domyślić po tytule, jej życie prywatne jest dość burzliwe. Jest o czym opowiadać.

Przemysł rozrywkowy w latach 50. czy 60. rządził się innymi prawami. Siedmiu mężów Evelyn Hugo ma fajny klimat retro, ale to jednak powieść na wskroś współczesna. Pisze się o wszystkich tych sprawach, które wtedy zamiatano pod dywan. Jest więc o pozycji kobiet w showbiznesie, o przemocy domowej czy o homoseksualnej miłości.

Czyta się Siedmiu mężów Evelyn Hugo bardzo szybko i przyjemnie - też dlatego, że jest to powieść po prostu dość powierzchowna. Przez kolejne etapy życia Evelyn płyniemy szybko, nie zatrzymujemy się, nie zastanawiamy. Być może to kwestia prowadzenia narracji, w której dominują dialogi, opisy nie są rozbudowane i dotyczą często dość błahych rzeczy. Udaje się za to Reid zbudować kilka wiarygodnych, wyrazistych postaci na czele z samą Evelyn.

Zwrot akcji na końcu jest jednak dość naciągany, a cały współczesny wątek (Evelyn swoją historię opowiada po latach dziennikarce) raczej pretekstowy. Autorka wyraźnie chciała mieć jakieś zaczepienie we współczesności, chciała też spiąć wszystko klamrą - ale wątek Monique wydaje się tak powierzchowny i niedogotowany, że ostatecznie byłby zupełnie niepotrzebny.

Po prostu - nie widzę tu ani szczególnej literackiej wartości, ani czegoś, co mogłoby mi sprawić prawdziwą frajdę. Taki tam średniak.